|
Purytańska wizja chrześcijańskiego życia
J. I. Packer
The Death of
Death in the Death of Christ (Śmierć śmierci w śmierci
Chrystusa) jest rozprawą, której celem jest wykazanie, że doktryna o
powszechnym, czyli uniwersalnym odkupieniu jest niebiblijna i stanowi
zagrożenie dla Ewangelii. Zapewne dlatego niewielu zainteresuje. Ludzie, którzy
nie dostrzegają potrzeby doktrynalnej spójności i nie mają czasu na teologiczne
debaty, które ukazują podziały między tzw. ewangelicznymi chrześcijanami,
zapewne pożałują, że została wznowiona. Dla niektórych już sam ton, w jakim
Owen stawia swoją tezę, jest szokujący, co zapewne skończy się tym, że odłożą
jego dzieło na bok, nie przeczytawszy go do końca. Uprzedzenia są silne i
zazwyczaj jesteśmy bardzo dumni z naszych starych doktryn. Jednak mam nadzieję,
że ta klasyka znajdzie sobie czytelników innego pokroju. Obecnie można
zaobserwować przejawy nowego zainteresowania teologią biblijną, które przejawia
się w gotowości do weryfikowania własnej tradycji, badania Pisma i
zastanawiania się nad własną wiarą. To właśnie dla tych, którzy dzielą tę
gotowość, przeznaczona jest rozprawa Owena z nadzieją, że okaże się pomocna w
jednym z najbardziej naglących zadań, jakie stoją przed ewangelicznym
chrześcijaństwem w dzisiejszych czasach – zadaniem odnowy Ewangelii.
Ostatnia uwaga zapewne wywołała grymas zdziwienia na
twarzach wielu, ale wydaje mi się, że jest jak najbardziej uzasadniona.
Nie ulega wątpliwości, że współczesne ewangeliczne
chrześcijaństwo jest nieco zbite z tropu. Widać w nim wiele rozczarowania w
dziedzinach takich jak praktyczna ewangelizacja, nauczanie o uświęceniu, życie
zborowe, duszpasterstwo, dyscyplina zborowa. Powody tego rozczarowania są
zapewne złożone, dlatego rozważając je, należy uwzględnić wiele czynników.
Jednak jeśli przejdziemy do sedna sprawy, okaże się, że stan ten spowodowany
jest w pierwszym rzędzie tym, że gdzieś po drodze straciliśmy kontakt z
biblijną Ewangelią. I nawet nie zdając sobie z tego sprawy, w ostatnich
dekadach zamieniliśmy klasyczną Ewangelię na produkt zastępczy, który choć pod
wieloma względami przypomina oryginał, jednak nim nie jest. Stąd nasze kłopoty.
Produkt zastępczy nie jest w stanie zająć miejsca prawdziwej Ewangelii, która w
ubiegłych stuleciach okazała się tak potężna w swym działaniu. Produkt
zastępczy nie jest w stanie skupić ludzkich myśli na Bogu ani też przepełnić
ludzkich serc bojaźnią Bożą, gdyż ma inne zadanie. Różnicę między nim a
klasyczną Ewangelią widać choćby w tym, że zbytnio koncentruje się na
„pomaganiu” człowiekowi, darzeniu go pokojem, pociechą, szczęściem, satysfakcją;
natomiast w niewystarczającym stopniu zajmuje się wielbieniem Boga. Klasyczna
Ewangelia również starała się pomóc człowiekowi – nawet bardziej niż nowa –
jednak jej naczelnym zadaniem było oddanie chwały Bogu. Była ona przede
wszystkim uznaniem Bożej suwerenności w łasce i sądzie, wezwaniem do
uwielbienia wszechmocnego Pana, od którego człowiek jest całkowicie zależny
zarówno w sprawach codziennego życia, jak i zbawienia. Jej głównym punktem
odniesienia był Bóg. Jednak dla nowej Ewangelii głównym punktem odniesienia
jest człowiek. Zatem możemy powiedzieć, że klasyczna Ewangelia była „religijna”
w sposób, w jaki nowa nie jest. Podczas gdy głównym celem tamtej było uczenie
ludzi, jak czcić Boga, wydaje się, że nowa koncentruje się głównie na tym, by
sprawić, że ludzie poczują się lepiej. Podmiotem klasycznej Ewangelii był Bóg i
Jego działanie w ludzkim życiu. Podmiotem nowej jest człowiek i pomoc, jaką
otrzymuje od Boga. To znacząca różnica. Perspektywa i akcent w głoszeniu
Ewangelii całkowicie się zmieniły.
Ze zmianą zainteresowania przyszła też zmiana w treści,
gdyż nowa Ewangelia na nowo określiła zawartość biblijnego przekazu, kładąc
nacisk na kwestię pomocy dla ludzkiego życia. Nic dziwnego, że takie tematy jak
wrodzona niezdolność, by uwierzyć, Boży wolny wybór jako ostateczna przyczyna
zbawienia oraz śmierć Chrystusa, którą poniósł za swe owce, zniknęły z kazań.
Mówi się, że te doktryny „nie pomagają”, a wręcz mogą doprowadzić grzeszników
do rozpaczy, kiedy powie się im, że ich zbawienie w Chrystusie nie leży w ich
własnej gestii. Nawet nie bierze się pod uwagę, że taka rozpacz mogłaby być
zbawienna. Raczej z góry zakłada się, że nie może być, ponieważ stanowi zbyt
wielkie zagrożenie dla ludzkiego poczucia własnej godności. Jak jeszcze później
napiszę, w wyniku zmiany treści kazań głosi się okrojoną wersję Ewangelii,
jakby to była cała Ewangelia. Lecz półprawda udająca prawdę staje się
nieprawdą. W obecnych czasach wzywamy ludzi do nawrócenia, jakby byli w stanie
przyjąć Jezusa w każdej chwili. Definiujemy Jego odkupieńcze dzieło jako
stworzoną możliwość, byśmy zbawiali się sami przez wiarę. Mówimy o Bożej
miłości, jakby była zaledwie ogólnym pragnieniem przyjęcia każdego, kto się
nawróci. Ojca i Syna opisujemy nie jako tych, którzy suwerennie pociągają do
siebie grzeszników, ale jako tych, którzy w cichej bezsilności czekają „u drzwi
naszego serca”, aż w końcu zechcemy ich tam wpuścić.
Tak właśnie wyglądają nasze kazania. Może rzeczywiście w
to wierzymy. Jednak należy stwierdzić, że taka mieszanka półprawd nie jest
biblijną Ewangelią. Biblia świadczy przeciwko nam, kiedy nauczamy w ten sposób.
Fakt, że takie nauczanie stało się prawie normą w naszych kościołach, pokazuje,
jak pilnie należy zająć się odnową Ewangelii. To być może największe zadanie i
wyzwanie obecnego czasu, byśmy przywrócili należyte miejsce klasycznej,
prawdziwej, biblijnej Ewangelii zarówno w naszym nauczaniu, jak i w praktyce. I
właśnie w tym zadaniu rozprawa Owena stanowi ogromną pomoc.
„Ale zaraz”, ktoś może powie, „można tak sobie mówić o
Ewangelii, ale przecież Owen w swojej rozprawie broni ograniczonego odkupienia
– jednego z pięciu punktów kalwinizmu. Czy, kiedy mówisz o odnowieniu
Ewangelii, nie chcesz po prostu zrobić z nas wszystkich kalwinistów?!”.
Warto zastanowić się nad tym pytaniem, zwłaszcza że
prawdopodobnie rodzi się ono w wielu umysłach. Pokazuje przy okazji ogrom
uprzedzeń i ignorancji. „Bronić ograniczonego odkupienia” – tak jakby tylko tym
chciał się zajmować reformowany teolog, kiedy myśli o Ewangelii. „Po prostu
chcecie zrobić z nas kalwinistów” – tak jakby reformowany teolog nie zajmował
się niczym innym, jak tylko werbowaniem nowych członków do swego
stowarzyszenia, a samo stanie się kalwinistą było ostatnim stadium
teologicznego zepsucia i nie miało nic wspólnego z Ewangelią. Zanim jednak
odpowiem bezpośrednio na pytanie, musimy usunąć wszelkie uprzedzenia, jakie się
za nim kryją, i określić, czym jest kalwinizm. Chciałbym w tym miejscu poprosić
czytelników, aby zaznajomili się z następującymi faktami, historycznymi i
teologicznymi, dotyczącymi kalwinizmu w ogóle, a tzw. Pięciu Punktów w
szczególności.
Po pierwsze, Pięć Punktów Kalwinizmu jest po prostu
odpowiedzią na pięciopunktowy manifest (tzw. Remonstrancję) opracowany przez
„belgijskich semipelagian” na początku XVII wieku. Teologia przedstawiona w
Remonstrancji (znana później jako arminianizm) opierała się na dwóch
filozoficznych przesłankach: (1) Boża suwerenność nie daje się pogodzić ani z
ludzką wolnością, ani z ludzką odpowiedzialnością; (2) możliwość podważa
konieczność. Wychodząc z tych przesłanek arminianizm wyciągnął dwa wnioski: (1)
skoro Biblia przedstawia wiarę jako wolne i odpowiedzialne działanie człowieka,
to nie może być ona wynikiem działania Boga, lecz jest raczej okazywana przez
ludzi niezależnie od Boga; (2) skoro Biblia twierdzi, że każdy, kto usłyszy
zwiastowaną Ewangelię, winien na nią odpowiedzieć wiarą, to każdy człowiek musi
być do tego zdolny. Zatem, jak wnioskowali, Biblia naucza następujących rzeczy:
1. Człowiek nigdy nie jest tak zepsuty przez grzech, żeby
nie był zdolny do przyjęcia wiarą Ewangelii, kiedy ta jest mu zwiastowana.
2. Człowiek nigdy nie jest tak kontrolowany przez Boga,
żeby nie mógł odrzucić zwiastowanej mu Ewangelii.
3. Bóg wybrał tych, którzy mają być zbawieni, ponieważ
przewidział, że sami uwierzą.
4. Śmierć Chrystusa nikomu nie zapewniła zbawienia, gdyż
nikomu nie zapewniła daru wiary (nie ma takiego daru); śmierć Chrystusa
stworzyła każdemu człowiekowi jedynie możliwość zbawienia, jeśli tylko uwierzy.
5. Obowiązkiem każdego wierzącego jest wytrwanie w łasce
przez zachowanie wiary; ci, którzy jej nie zachowają, odpadną i zginą.
Arminianizm zatem stwierdził, że w ostatecznym
rozrachunku zbawienie człowieka zależy od niego samego oraz że wiara zbawcza jest
dziełem ludzkim, a nie Bożym.
Synod w Dordt (Dortrecht) zwołany w roku 1618 miał zająć
stanowisko wobec Remonstrancji. Pięć Punktów Kalwinizmu stanowi zapis wniosków
z tej debaty. U ich podstaw leży biblijna zasada, która mówi, że „zbawienie
jest u Pana”. Brzmią one następująco:
1. Po upadku w Ogrodzie Eden człowiek w swym naturalnym
stanie nie potrafi uwierzyć Ewangelii, tak jak nie może uwierzyć Prawu,
niezależnie od tego, jakie zewnętrzne środki perswazji zostaną wobec niego
zastosowane.
2. Boże wybranie jest wolnym, suwerennym i bezwarunkowym
wybraniem grzeszników, aby zostali odkupieni przez Chrystusa, otrzymali wiarę i
dostąpili uświęcenia.
3. Celem odkupieńczego dzieła Chrystusa było zbawienie
wybranych.
4. Przyprowadzając człowieka do wiary, Duch Święty nigdy
nie ponosi porażki i zawsze osiąga zamierzony cel.
5. Wierzący zostają utrzymani w wierze i łasce przez Bożą
moc, aż wejdą do Bożej chwały.
Pięć punktów kalwinizmu zazwyczaj przedstawia się w
formie angielskiego akronimu TULIP:
1. Total depravity (całkowite
zepsucie),
2. Unconditional election
(bezwarunkowe wybranie),
3. Limited atonement
(ograniczone odkupienie),
4. Irresistible grace
(nieodparta łaska),
5. Preservation of the saints
(zachowanie świętych).
Dwa wspomniane systemy
teologiczne stanowią dwie spójne interpretacje biblijnej Ewangelii, które się
wzajemnie wykluczają. Różnica między nimi nie polega na odmiennym rozłożeniu
akcentów, ale na odmiennej treści. Jedna mówi o Bogu, który zbawia. Druga o Bogu,
który pomaga człowiekowi zbawić siebie samego. Jedna przedstawia koordynację
działań Trójcy w celu zbawienia upadłej ludzkości – wybranie przez Ojca,
odkupienie przez Syna, powołanie przez Ducha – działań nakierowanych na
konkretne osoby w celu zapewnienia im zbawienia. Druga przedstawia trzy
wspomniane działania jako nakierowane na różnych odbiorców (odkupienie dotyczy
całej ludzkości, powołanie – wszystkich, którzy usłyszą, a wybranie – tych,
którzy uwierzą), co w rezultacie przeczy pewności zbawienia człowieka przez
którykolwiek z nich. Powyższe dwa systemy teologiczne postrzegają plan
zbawienia na dwa różne sposoby. Kalwinizm uzależnia zbawienie od działania
Boga, arminianizm od działania człowieka. Pierwszy definiuje wiarę jako część
Bożego daru zbawienia, drugi – jako własny wkład człowieka w dzieło zbawienia.
Pierwszy przypisuje Bogu całą chwałę za zbawienie człowieka, drugi dzieli tę
chwałę między Boga, który stwarza mechanizm zbawienia, a człowieka, który przez
wiarę wprawia go w ruch. Różnice są istotne. Znaczenie Pięciu Punktów
Kalwinizmu polega na tym, że w jasny i zwięzły sposób wskazują na te różnice.
Jednakże Pięć Punktów to nie cały kalwinizm. Poniżej
przedstawię w pięciu punktach, dlaczego tak jest.
Po pierwsze, kalwinizm to o wiele szersze pojęcie niż
Pięć Punktów. Kalwinizm jest światopoglądem opartym na jednoznacznym obrazie
Boga jako Stwórcy i Króla całego wszechświata. Jest dążeniem do uznania Stwórcy
jako Pana, który sprawia wszystko „według upodobania woli swojej” (Ef 1,5).
Kalwinizm jest teocentrycznym sposobem patrzenia na życie, które znajduje się
pod kierownictwem i kontrolą Bożego słowa. Inaczej mówiąc, jest teologią Biblii
postrzeganą z biblijnej perspektywy – skoncentrowaną na Bogu jako Stwórcy,
który jest źródłem, środkiem i celem wszystkiego, co istnieje, zarówno w
naturze, jak i łasce. Kalwinizm zatem jest teizmem (wiara w Boga jest podstawą
wszystkich rzeczy), religią (poleganie na Bogu – dawcy wszystkich rzeczy) i
ewangelikalizmem (zaufanie Bogu w każdej dziedzinie życia) w najczystszej i
najbardziej rozwiniętej formie. Ponadto kalwinizm jest filozofią historii,
która postrzega wszystkie procesy i wydarzenia, jakie zachodzą w Bożym świecie,
jako wypełnienie Jego wielkiego planu dla stworzenia i Kościoła. Pięć Punktów
Kalwinizmu stwierdza jedynie, że Bóg działa w suwerenny sposób, kiedy zbawia
grzesznika; kalwinizm zaś jako system stwierdza, że Bóg działa w suwerenny
sposób zawsze i wszędzie, cokolwiek czyni.
Po drugie, Pięć Punktów to kalwińska soteriologia, czyli
nauka o zbawieniu w formie polemicznej, sam kalwinizm zaś opisuje,
konstruktywnie wyjaśnia i ma na uwadze również kwestie duszpasterskie. Określa
on swoje twierdzenia, opierając się na Piśmie Świętym, nie odwołując się przy
tym do arminianizmu, bo też nie widzi potrzeby, by nieustannie walczyć z
rzeczywistym lub urojonym arminianizmem, aby zachować rację bytu. Kalwinizm nie
koncentruje się na negowaniu, lecz kiedy spiera się z innymi systemami
teologicznymi, to walczy o pozytywne wartości ewangelikalizmu. Rzekomy negatywizm
Pięciu Punktów dotyczy głównie trzeciego punktu (ograniczonego, czyli
szczególnego odkupienia), przy czym oponenci kładą nacisk na przymiotnik
(ograniczone) i twierdzą, że kalwiniści chcą ograniczyć boską łaskawość.
Jednak, jak dalej zobaczymy, celem użycia takiego określenia była ochrona
naczelnej prawdy Ewangelii, a mianowicie twierdzenia, że Chrystus jest
odkupicielem, który rzeczywiście zbawia. Podobnie ma się sprawa z odrzuceniem
twierdzenia, że wybranie jest warunkowe, a łasce można się skutecznie
przeciwstawiać. W tym przypadku Pięć Punktów stoi na straży pozytywnego
twierdzenia, że Bóg jest Bogiem, który rzeczywiście zbawia. Prawdziwą negację
widać natomiast w stwierdzeniach arminianizmu, który zaprzecza temu, że
wybranie, odkupienie i powołanie są zbawczym działaniem Boga. Kalwinizm obala
te negatywne twierdzenia po to, by uwypuklić pozytywny charakter Ewangelii,
wzmocnić wiarę i budować Kościół.
Po trzecie, przedstawienie kalwinistycznej soteriologii
jako pięć odrębnych punktów (jak już zaznaczyłem, ich liczba podyktowana
została pięcioma punktami przedstawionymi przez arminian na Synodzie w Dordt)
niszczy poniekąd spójność kalwinistycznego myślenia o zbawieniu. Pięć Punktów
tworzy jedną niepodzielną całość. Wszystkie są wzajemnie zależne. Nie można
odrzucić jednego, bez odrzucenia wszystkich, przynajmniej w takim ich
rozumieniu, w jakim zostały sformułowane przez Synod w Dordt. A to dlatego, że
cała kalwinistyczna soteriologia sumuje się w jednym tylko punkcie: Bóg
zbawia grzeszników. Bóg to Trójjedyny Jahwe,
Ojciec, Syn i Duch, trzy Osoby współpracujące w zbawczej mądrości, mocy i
miłości, aby osiągnąć zbawienie narodu wybranego. Ojciec wybiera, Syn wypełnia
wolę Ojca, dokonując odkupienia, a Duch kontynuuje dzieło Ojca i Syna przez
odnawianie, odradzanie. Zbawia – On czyni
wszystko od początku do końca, przeprowadza ludzi ze śmierci w grzechu do życia
w chwale: planuje, dokonuje i przekazuje odkupienie, powołuje i zachowuje,
usprawiedliwia, uświęca i obdarza chwałą. Grzeszników
– ludzi, których Bóg uznał za winnych, zepsutych, bezsilnych, ślepych i
głuchych, niezdolnych nawet do tego, aby ruszyć palcem w celu czynienia Jego
woli lub poprawy swej duchowej kondycji.
Bóg zbawia grzeszników – moc tego stwierdzenia nie
może być podważona ani przez kwestionowanie spójności w odkupieńczym działaniu
Trójcy, ani przez podział zasług w dziele zbawienia między Boga i człowieka, i
tym samym przez uczynienie ludzkiej woli czynnikiem decydującym w procesie
zbawczym, lub przez pomniejszenie bezsilności grzesznika i przyzwolenie na to,
aby ze Zbawcą dzielił chwałę płynącą ze swego zbawienia. Ten jeden punkt
kalwinistycznej soteriologii łączy ze sobą Pięć Punktów i to jemu zaprzecza
arminianizm. Ten jeden punkt stwierdza, że grzesznicy nie przyczyniają się do
swego zbawienia w najmniejszym nawet stopniu, gdyż jest ono od początku do
końca dziełem Pana, któremu należy się cała chwała na wieki wieków, amen!
Tu dochodzimy do czwartej kwestii: Pięć Punktów obnaża
głęboką różnicę między kalwińską a arminiańską soteriologią. Dochodzi tu
czasami do wielu nieporozumień. W swojej treści Pięć Punktów koncentruje się na
przymiotnikach, co sprawia wrażenie, że chodzi jedynie o dookreślenie trzech
zbawczych aktów Boga. Tak jakby obie strony debaty zgadzały się co do tego,
czym jest wybranie, odkupienie i dar łaski, a różnica dotyczyła jedynie związku
człowieka z nimi albo, inaczej ujmując, wkładu człowieka w dzieło zbawienia:
tego, czy wybranie jest uzależnione od wiary człowieka; czy odkupienie dotyczy
wszystkich ludzi, czy jedynie wybranych; czy dar łaski można odrzucić, czy też
nie. Jednak takie ujęcie różnic jest niewłaściwe. Zmiana przymiotników, użytych
do opisania rzeczowników, wpływa na zmianę znaczenia tychże rzeczowników.
Wybranie, które jest uzależnione od wiary człowieka, odkupienie, które jest
uniwersalne, dar łaski, który można odrzucić, to coś innego niż wybranie,
odkupienie i powołanie, o których mówią kalwiniści. Nie chodzi zatem o samo
użycie przymiotników, lecz o zdefiniowanie rzeczowników. Obie strony sporu
bardzo dobrze zdawały sobie z tego sprawę od początku całej kontrowersji i
ważne jest, abyśmy również my byli tego świadomi, gdyż w przeciwnym razie
trudno będzie dyskutować na temat kalwinizmu i arminianizmu. Dlatego warto
porównać definicje proponowane przez kalwinistów i arminian.
1. Boży akt wybrania jest, według arminian, decyzją o
usynowieniu i obdarowaniu chwałą pewnej bliżej niezdefiniowanej grupy ludzi –
wierzących w Chrystusa (a także każdego, kto, choć nigdy nie usłyszał
Ewangelii, żył w zgodzie w objawieniem, jakie otrzymał; ale ta sprawa nie musi
nas teraz zatrzymywać na dłużej). Wybranie jest decyzją Boga, którą podjął,
kiedy przewidział wiarę tych ludzi. Zatem dekret o wybraniu nie daje żadnej
pewności, że jakikolwiek człowiek dostąpi zbawienia. Bóg nie determinuje wiary
żadnego człowieka. Kalwiniści ze swej strony definiują wybranie jako decyzję o
przeznaczeniu określonych ludzi (którzy sami z siebie na to nie zasługują) do
odkupienia przez śmierć Jezusa Chrystusa i do otrzymania daru wiary przez
skuteczne powołanie, które jest dziełem Ducha Świętego, i aby w ten sposób
dostąpili zbawienia. Kiedy arminianin mówi: „Zawdzięczam moje wybranie mojej
wierze”, kalwinista odpowiada: „Zawdzięczam moją wiarę Bożemu wyborowi”. Zatem
obie koncepcje wybrania zdecydowanie się różnią.
2. Dzieło odkupienia dokonane przez Chrystusa, zostało
zdefiniowane przez arminian jako usunięcie przeszkody (a nie zaspokojenie żądań
Prawa), która stała na drodze Bożej ofercie przebaczenia skierowanej do
wszystkich grzeszników. Jedynym warunkiem otrzymania przebaczenia jest wiara.
Odkupienie sprawiło, że Bóg może złożyć ofertę, jednak nie zagwarantowało, że
ktokolwiek z niej skorzysta, ponieważ wiara jest własnym dziełem człowieka, nie
zaś darem, który otrzymuje od Boga. Śmierć Chrystusa dała możliwość zaistnienia
zbawczej wiary, ale nic poza tym. Kalwiniści jednak definiują odkupienie jako
zastępcze poniesienie kary za grzech w miejsce konkretnych grzeszników. Ono
jedna ich z Bogiem, spełnia na zawsze żądania Prawa wobec nich i zabezpiecza
skutecznie ich życie wieczne. Przez odkupienie mają prawo do tego, by otrzymać
od Boga dar wiary, przez który otrzymują udział w błogosławieństwach płynących
z ich dziedzictwa. Inaczej mówiąc, Golgota nie tylko umożliwiła zbawienie tych,
za których Chrystus umarł, ale zapewniła ich zbawienie przez wiarę. Krzyż
zbawia. Arminianie mogą jedynie powiedzieć: „Nie mógłbym dostąpić zbawienia
bez Krzyża”, lecz kalwiniści stwierdzają: „Chrystus na Krzyżu zapewnił moje
zbawienie”. Arminianizm czyni z Krzyża warunek konieczny zbawienia. Kalwinizm
uważa, że Krzyż zapewnił zbawienie i dopatruje się przyczyny każdego
błogosławieństwa (w tym i wiary) we wspólnym dziele Ojca i Syna dokonanym na
górze Golgoty. Znowu więc nie można przeoczyć różnic w pojmowaniu dzieła
odkupienia przez arminian i kalwinistów.
3. Powołanie przez Ducha Świętego jest nazywane przez
arminian „moralną perswazją”, czyli darem zrozumienia Bożej prawdy. Jednak, o
czym arminianie są święcie przekonani, nawet ono nie gwarantuje, że ktokolwiek
odpowie wiarą na moralną perswazję. Zaś dla kalwinistów dar łaski to nie tylko
oświecenie, ale także duchowe odrodzenie dokonywane przez Boga w człowieku,
kiedy to Bóg „usuwa serce kamienne i daje serce mięsiste, odnawia ludzką wolę i
przez swoją wszechmoc sprawia, że człowiek szuka i dąży do tego, co dobre,
skutecznie przyciągając go do Jezusa, jednak w ten sposób, że czyni to ochoczo
przez łaskę Bożą” (Konfesja Westminsterska,
X.1). Łaski nie można odeprzeć, ponieważ niszczy ona to, co odpycha ludzi od
Boga. Arminianin stwierdza: „Podjąłem decyzję, by pójść za Chrystusem”, jednak
kalwinista odpowiada zdecydowanie, że jego zbawienie nie jest jego dziełem:
Moja dusza była więziona,
mocno związana grzechem
i mrokiem natury.
Ty jednak oświeciłeś
mnie brzaskiem dnia,
powstałem, miecz lśnił
słonecznym blaskiem.
Me więzy opadły, me serce ożyło,
poszedłem za Tobą, na zawsze już Twój.
Te strofy wyszły spod pióra Charlesa Wesleya i jest to
jedno z wielu miejsc, gdzie chciałoby się zapytać wraz z Rabbim Duncanem:
„Gdzie podział się twój arminianizm, przyjacielu”. Znów wyraźnie widać, jak
różnią się arminiańskie i kalwińskie definicje powołania, czyli udzielenia daru
zbawczej łaski.
Kalwiniści uważają, że arminiańskie rozumienie takich
pojęć jak wybranie, odkupienie i powołanie jako działanie Boga, które w
rzeczywistości nie zbawia, uderza w samo sedno biblijnego nauczania. Jeżeli
twierdzi się, że Bóg wybrał wierzących, Chrystus umarł za wszystkich, a Duch
odradza tych, którzy przyjęli Słowo, oznacza to tyle, że Bóg nie wybrał nikogo,
Chrystus nie umarł za nikogo, a Duch nie odradza nikogo. W całej dyskusji
chodzi o znaczenie, jakie nadajemy wspomnianym biblijnym pojęciom, a także
innym, które są równie ważne w soteriologii: miłość Boga, przymierze łaski i
zbawienie wraz z jego synonimami. Arminianie wyjaśniają je w świetle zasady, że
zbawienie człowieka nie zależy bezpośrednio od żadnego Bożego postanowienia lub
czynu, ale od ludzkiego autonomicznego aktu zawierzenia. Kalwiniści uważają
takie wyjaśnienie za nie biblijne i wypaczające sens nauczania Pisma, a także
za niszczące Ewangelię. Właśnie o tak ważne kwestie chodzi w arminiańskiej
kontrowersji.
Omawiając Pięć Punktów, należy zwrócić uwagę na jeszcze
jeden powód, dla którego nie dają one pełnego obrazu kalwinizmu. Chodzi o ich
formę – zaprzeczenie twierdzeń arminianizmu. Ze względu na nią mogłoby się
wydawać, że kalwinizm jest swego rodzaju modyfikacją arminianizmu, że wyrósł z
niego. Nawet jeśli wykaże się, że z historycznego punktu widzenia tak nie jest,
to pogląd ten pokutuje w umysłach wielu osób. Często spotyka się ludzi, którzy
traktują arminianizm (jakże podobny do popularnej wersji nowej Ewangelii
głoszonej dzisiaj przez wielu) jako pogląd oparty na „naturalnym” odczytaniu
biblijnych tekstów, bez żadnych uprzedzeń, w sposób niewyrafinowany. Z kolei
kalwinizm uważany jest nie tyle za wynik starannej egzegezy tekstu biblijnego,
ale za produkt zimnej logiki, która na siłę dopasowuje biblijne teksty do ram
sztywnego systemu, do którego one oczywiście nie pasują.
Cokolwiek można powiedzieć o poszczególnych zwolennikach
kalwinizmu, to ogólnie rzecz biorąc, nic nie jest dalsze od prawdy niż powyższe
stwierdzenie. Owszem, arminianizm jest „naturalny” pod jednym względem – jest
naturalnym przedstawieniem biblijnego nauczania o zbawieniu wydedukowanym przez
umysł upadłego człowieka, który nigdy nie zrezygnował z postrzegania siebie
jako pana swego losu. Ten wypaczony obraz w historii znany był jako pelagianizm
i semipelagianizm okresu wczesnego Kościoła i scholastycyzmu oraz z
poreformacyjnej teologii rzymsko-katolickiej, a wśród protestantów – z wielu
rodzajów teologicznego racjonalizmu i współczesnego ewangelikalizmu. Możliwe,
że obraz ten na zawsze pozostanie z nami. Jak długo umysł upadłego człowieka
jest, czym jest, tak długo arminianizm pozostanie naturalnym wypaczeniem
soteriologii. Jednak arminianizm nie jest naturalny w żadnym innym sensie. To
kalwinizm postrzega Pismo w jego naturalnym znaczeniu. To kalwinizm zachowuje
naturalne nauczanie Pisma. To kalwinizm bierze na serio twierdzenie Pisma, że
zbawienie należy do Pana, że On zbawia tych, których wybrał do zbawienia, że
zbawia ich z łaski, nie z uczynków, aby nikt się nie chlubił, i że Chrystus
został im dany jako doskonały Zbawiciel, że ich całe zbawienie wypływa z
Krzyża, na którym dokonało się ich odkupienie. To właśnie kalwinizm przedstawia
we właściwym świetle dzieło Krzyża. Zatem jedynie kalwinista śpiewa następujący
hymn ze szczerego serca:
Tam w dali zielone wzgórze,
poza murami miasta,
Tam zawisł na krzyżu nasz Pan,
On zmarł, by zbawić nas,
Byśmy otrzymali przebaczenie,
By uczynić nas dobrymi,
Byśmy mogli pójść do Nieba,
Zbawieni Jego cenną krwią.
Kalwinista nigdy nie
będzie nauczał, że Bóg posłał swego Syna na Krzyż, by jedynie wyrazić swe
życzenie, aby wszyscy ludzie zwrócili się do Niego i się zbawili, uzależniając
skuteczność tej operacji od ludzkiego pragnienia i w ten sposób ryzykując, że
pomimo śmierci Chrystusa ani jedna osoba nie będzie zbawiona. Kalwinista naucza
raczej, że zgodnie z Pismem Bóg objawił na krzyżu działanie swojej zbawczej
mocy, a nie bezsilności. Chrystus nie zdobył hipotetycznego zbawienia dla
hipotetycznych wierzących, nie umożliwił dostąpienia zbawienia przez tych,
którzy być może w przyszłości uwierzą. Wręcz przeciwnie, Chrystus zdobył na
krzyżu rzeczywiste zbawienie dla swego wybranego ludu. Jego krew faktycznie
„zbawia nas wszystkich”, gdyż zamierzone skutki ofiary Chrystusa spełniają się
naprawdę, a to dlatego, że Krzyż był, czym był. Jego zbawcza moc nie zależy od
wiary dodanej do Krzyża. Jego zbawcza moc sprawia w nas wiarę. Krzyż zapewnił
zbawienie wszystkim, za których umarł Chrystus. Zatem „niech
mnie Bóg uchowa, abym miał się chlubić z czego innego, jak tylko z krzyża Pana
naszego, Jezusa Chrystusa” (Ga 6,14).
I oto prawdziwa natura kalwinistycznej soteriologii staje
się jasna i prosta. Nie jest ona sztucznym wytworem zuchwałej logiki. Jej
głównym przesłaniem jest wyznanie, że to „Bóg zbawia grzeszników”, że „Chrystus
odkupił nas swoją krwią”. Świadczy o nim zarówno Pismo, jak i wierzące serce.
Kalwinista jest więc chrześcijaninem, którego teologia stoi w zgodzie z
modlitwą jego serca. Myśli on i mówi wciąż o jednym – o suwerennej łasce Boga w
sposób, w jaki czyni to każdy wierzący, kiedy wstawia się u Boga za dusze
innych lub kiedy idzie za pragnieniem serca i wskazując na swego Zbawiciela,
oddaje Mu wszelką chwałę i cześć. Kalwinizm jest naturalną teologią zapisaną w
sercach ludzi odrodzonych w Chrystusie, podczas gdy arminianizm jest przejawem
intelektualnej niemocy, naturalnej w swej grzeszności nawet dla ludzi
odrodzonych. Kalwińska myśl jest na wskroś chrześcijańska, podczas gdy
arminiańska myśl skażona jest słabością ciała. Kościół nauczał kalwinizmu
zawsze wtedy, gdy nie zajmował się fałszywymi tradycjami, ale w zamian udawał
się do Pisma, by słuchać, co ono rzeczywiście mówi. Można znaleźć wiele
świadectw nauczania treści Pięciu Punktów przez Ojców Kościoła. (Owen
przedstawia kilka przykładów dotyczących doktryny o odkupieniu. O wiele więcej
można znaleźć w dziele Johna Gilla p.t. The cause of
God and Truth). Można by nawet stwierdzić, że nazywanie tej soteriologii
kalwińską jest mylące, gdyż nie została ona wymyślona przez Jana Kalwina ani
przez zgromadzenie w Dordt, ale jest częścią prawdy objawionej przez Boga i
wyznawanej przez Kościół powszechny. Kalwinizm stał się na przestrzeni wieków
jednym z tych „przerażających określeń”, które gdziekolwiek się pojawiają,
budzą uprzedzenia do jego soteriologii. Jednak nie jest on niczym innym, jak
biblijną Ewangelią. (C. H. Spurgeon miał rację, kiedy napisał: „Osobiście
uważam, że chcąc głosić Chrystusa ukrzyżowanego, musimy głosić to, co dziś
określa się mianem kalwinizmu. Choć samo słowo »kalwinizm« nie jest najlepszym
określeniem. Kalwinizm to Ewangelia i nic więcej. Nie sądzę, żebyśmy mogli
głosić Ewangelię, o ile nie głosimy suwerenności Boga w udzielaniu łaski, a
także nie mówili o wybraniu i miłości Chrystusa – niezmiennej, wiecznej,
stałej, zwycięskiej. Nie sądzę też, byśmy mogli głosić Ewangelię, o ile nie
oprzemy jej na szczególnym i dotyczącym konkretnych osób odkupieniu dokonanym
przez Chrystusa na krzyżu dla wybranego ludu. Nie mogę również zgodzić się z Ewangelią,
która pozwala świętym odpaść od wiary po tym, jak zostali do niej powołani”. Por.: C. H. Spurgeon, The
early years, tom I, Londyn, 1962, str. 172).
Pamiętając o tym wszystkim, możemy teraz dać odpowiedź na
pytanie postawione na początku.
„Przecież Owenowi
chodzi jedynie o obronę ograniczonego odkupienia”. Nie całkiem. Owen robi dużo
więcej. Jego celem nie jest obrona, ale przeprowadzenie biblijnych i
teologicznych badań, które mają na celu określenie tego, co Biblia naprawdę
mówi o sednie Ewangelii, a mianowicie o dziele Chrystusa. Jak sam tytuł książki
Owena sugeruje, jest to „traktat o odkupieniu i pojednaniu osiągniętym przez
krew Jezusa: przez Jego zasługi i związane z nimi zadośćuczynienie”. Owen,
podobnie jak wcześniej synod w Dordt, zajmuje się przede wszystkim
poszukiwaniem odpowiedzi na pytanie, czym jest Ewangelia. Wszyscy chrześcijanie
zgadzają się co do tego, że Ewangelia jest prezentacją Chrystusa jako Zbawcy i
Odkupiciela, jednak różnią się w definiowaniu natury i zakresu Jego odkupieńczego
dzieła. Co zatem mówi Pismo? Czego Biblia naucza o celu i znaczeniu dzieła
Chrystusa? Właśnie odpowiedzi na te pytania szuka Owen. Faktycznie, jego
książka jest polemiką z „szerzącym się nauczaniem o powszechnym odkupieniu
dokonanym przez Chrystusa, które głosi, że umarł On, by odkupić dosłownie
każdego człowieka”. Jednak jest też systematycznym wykładem, nie zaś jedynie
krzykiem w kłótni. Owen traktuje powstały spór jako okazję do pełnego
zaprezentowania biblijnego nauczania na temat odkupienia. Podobnie jak w
książce Laws of Ecclesiastical Polity (Zasady
zarządzania kościołem) polemika jest jedynie sporadyczna i
ma drugorzędne znaczenie, i służy autorowi jako środek do pełniejszego
przedstawienia swojego stanowiska.
Argumentacja Owena jest bardzo prosta. Uważa on, że
pytanie, które spowodowało, że chwycił za pióro, a mianowicie zakres
odkupienia, pociąga za sobą następne pytania związane z naturą odkupienia.
Jeśli zostało ono dokonane również za tych, którzy i tak zginą, nie mogło być
dziełem faktycznie zapewniającym zbawienie tym wszystkim, za których się
dokonało. Owen jednak zwraca uwagę na to, że właśnie w ten sposób natura
odkupienia została przedstawiona w Biblii. W pierwszych dwóch księgach Owen w
sposób przytłaczający przedstawia fakt, że zgodnie z Pismem śmierć Zbawiciela
rzeczywiście zbawia Jego lud, dokładnie tak jak zostało to zaplanowane. Trzecia
księga zawiera 16 argumentów wymierzonych w hipotezę uniwersalnego odkupienia.
Z jednej strony Owen wykazuje, że Pismo mówi o odkupieńczym dziele Chrystusa
jako dziele skutecznym, co z góry wyklucza sugestię, że dotyczyło ono
kogokolwiek, kto zginie. Z drugiej strony Owen wskazuje na to, że gdyby zakres
odkupienia był uniwersalny, to wszyscy ludzie byliby zbawieni (czemu Pismo
zaprzecza i czemu nie hołdują nawet zwolennicy uniwersalnego odkupienia), albo
też Ojciec i Syn nie zdołali dokonać tego, co zaplanowali, co według Owena
„jest bluźnierstwem przeciwko mądrości, mocy i doskonałości Boga, a także
pomniejsza wartość śmierci Chrystusa”.
W końcu w czwartej księdze Owen z wielką siłą
przekonywania pokazuje, że trzy grupy tekstów, na które powołują się zwolennicy
uniwersalnego odkupienia (mówiące o tym, że Chrystus umarł za „cały świat”, za
„wszystkich” lub te, które rzekomo mówią o potępieniu tych, za których Chrystus
umarł), kiedy zostaną uważnie przebadane, nie wspierają twierdzenia, że Jezus
umarł za ludzi, którzy ostatecznie zginą. Także teologiczne przesłanki, które
mają wskazywać na uniwersalne odkupienie, są słabe. W książce Owena znajdziemy
prawdziwie ewangeliczną ocenę twierdzenia, że Chrystus umarł za każdego
człowieka, nawet za tych, którzy giną. Ono nie tylko nie opiewa Bożej miłości i
łaskawości, ale także uwłacza Jego osobie i miłości, gdyż sprowadza miłość do
roli bezsilnego życzenia i zamienia Boży plan zbawienia w jedną wielką porażkę.
Twierdzenie to nie tylko nie docenia zasług i wartości śmierci Chrystusa, ale w
dodatku je pomniejsza, gdyż każe umierać Chrystusowi na darmo. Ostatecznie też
nie stanowi ono zachęty do trwania w wierze, ale raczej niszczy wszelkie
podstawy wiecznego bezpieczeństwa, gdyż przeczy, że świadomość tego, że
Chrystus za mnie umarł (lub zrobił albo robi dla mnie cokolwiek innego), jest
wystarczającą podstawą dla wnioskowania o moim wiecznym zbawieniu. Według tego
poglądu moje zbawienie w ostateczności nie zależy od tego, co Chrystus dla mnie
uczynił, ale co ja sam uczynię dla siebie.
Ten pogląd okrada Bożą miłość i odkupienie w Chrystusie z
chwały, którą Pismo im obu przypisuje. W konsekwencji wprowadza niezgodną z
biblijnym nauczaniem zasadę samozbawienia wbrew wyraźnemu stwierdzeniu Pisma:
„Nie z uczynków, aby się kto nie chlubił” (Ef 2,9). Nie może być inaczej, gdyż
uniwersalne odkupienie jest odkupieniem pozbawionym wartości. Traci ono zbawczy
charakter i każe ludziom zbawiać się samym. Dlatego należy odrzucić doktrynę o
uniwersalnym odkupieniu, jak uczynił to Owen, gdyż to poważna pomyłka. Z
drugiej strony, doktryna, którą Owen prezentuje, wypływa z Biblii i wywyższa
Boga. Wywyższa też Chrystusa, gdyż uczy chrześcijan, aby chlubili się tylko z
Jego Krzyża i aby wypatrywali wszelkiej nadziei i pewności tylko w śmierci i
wstawiennictwie swego Zbawiciela. Innymi słowy, jest ewangeliczna – jest Bożą
Ewangelią i powszechną wiarą.
Powyższy tekst jest
przedmową do książki "The Death
of Death in the Death of Christ" Johna Owena.
|