Wolność chrześcijańska

Jan Kalwin

 

1.

Potrzeba właściwego zrozumienia chrześcijańskiego nauczania o wolności 

Musimy teraz omówić wolność chrześcijańską. Kto pragnie przedstawić podsumowanie Ewangelii, nie powinien pomijać tego tematu. Jest on bowiem niezwykle ważny, a jego nieznajomość sprawia, że sumienie jest nękane wątpliwościami, z byle powodu waha się i cofa, stale lęka się i nie może podjąć żadnej decyzji. Wolność zaś jest uzupełnieniem usprawiedliwienia, tak że bez niej nigdy nie pojmiemy jego mocy. Ci, którzy szczerze boją się Boga, odnoszą wielką korzyść z wolności chrześcijańskiej mimo szyderstw i drwin niewiernych oraz zwolenników Lukiana z Samosaty – ich słowa nie dziwią, jeśli pamięta się o truciźnie, która zatruła ich umysły. W każdym razie niniejsze miejsce zdaje się być odpowiednie do prezentacji tego tematu, choć już wcześniej o nim wspominaliśmy. 

Jak tylko wspomni się o wolności chrześcijańskiej, natychmiast dochodzą do głosu nieopanowane namiętności i pojawiają się dzikie ekscesy, jeśli na czas nie da się odporu tym rozwiązłym duchom, by nie zniszczyły tego, co dobre. I tak niektórzy w imię wolności odrzucają wszelkie posłuszeństwo Bogu i popełniają najbardziej wyuzdane czyny. Z kolei inni gardzą wolnością, uważając, że niszczy ona wszelką powściągliwość, porządek i opanowanie. Jak mamy rozwiązać ten dylemat? Czy mamy pożegnać się z wolnością chrześcijańską, by uniknąć wspomnianych zagrożeń? Przecież powiedzieliśmy już, że bez tej wolności nie zrozumiemy właściwie Chrystusa i Ewangelii ani nie posiądziemy pokoju ducha. Musimy więc dołożyć wszelkich starań, by tak ważny element naszego nauczania nie został odrzucony lub zniekształcony przez absurdalne zarzuty bądź interpretacje.

2.

Wolność od Prawa 

Wolność chrześcijańska składa się z trzech elementów. Po pierwsze, sumienie wierzących szukając zapewnienia o usprawiedliwieniu przed Bogiem, powinno stanąć ponad i poza Prawem oraz zapomnieć o usprawiedliwieniu opartym na Prawie. Wykazaliśmy bowiem, że w świetle Prawa nikt nie jest sprawiedliwy, zatem albo Prawo pozbawia nas wszelkiej nadziei na usprawiedliwienie, albo musimy uwolnić się od Prawa, tak by nasze uczynki nie były brane pod uwagę. Kto bowiem uważa, że powinien powołać się na swoje uczynki w celu zdobycia usprawiedliwienia, ten staje się dłużnikiem całego Prawa, nie może bowiem ograniczyć Prawa do niektórych tylko przykazań. Odkładając zatem na bok Prawo i uczynki, musimy w kwestii usprawiedliwienia polegać całkowicie na zmiłowaniu Bożym oraz odwrócić naszą uwagę od siebie, by całkowicie zwrócić ją ku Chrystusowi. Nie chodzi bowiem o to, jak możemy stać się sprawiedliwi, lecz jak – będąc nieprawymi i niegodnymi – możemy zostać uznani za sprawiedliwych. Jeśli sumienie chce osiągnąć jakąkolwiek pewność w tej dziedzinie, musi zapomnieć o Prawie.

Z drugiej strony, nikt nie powinien wyciągać wniosku, że dla wierzących Prawo jest niepotrzebne lub nieprzydatne. Przecież nieustannie poucza nas, wzywa i przynagla do czynienia tego, co dobre, i to mimo że przed trybunałem Bożym sumienie nasze nie może się na nie powołać. To dwie odrębne sprawy i należy je właściwie rozróżniać. Całe życie chrześcijanina ma być ćwiczeniem w pobożności, jesteśmy bowiem powołani do uświęcenia (1 Tes 4,7; por. Ef 1,4; 1 Tes 4,3). Celem Prawa jest więc informowanie człowieka o jego obowiązkach, a tym samym wzbudzanie w nim gorliwości i pobudzanie do zabiegania o świętość i czystość. Jednak kiedy sumienie boi się, czy zdoła obłaskawić Boga, zdać przed Nim sprawę i zachować pokój, wtedy nie może odwoływać się do Prawa, lecz do Chrystusa, który przewyższa wszelką doskonałość Prawa.

3.

Argument z Listu do Galacjan 

Mówi o tym praktycznie cały List do Galacjan. Nie mają racji ci, którzy twierdzą, że Paweł pisze w nim jedynie o wolności od ceremonii, co łatwo jest wykazać, cytując jego słowa: „Chrystus wykupił nas od przekleństwa zakonu, stawszy się za nas przekleństwem” (Ga 3,13); oraz: „Chrystus wyzwolił nas, abyśmy w tej wolności żyli. Stójcie więc niezachwianie i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli. Oto ja, Paweł, powiadam wam: Jeśli się dacie obrzezać, Chrystus wam nic nie pomoże. A oświadczam raz jeszcze każdemu człowiekowi, który daje się obrzezać, że powinien cały zakon wypełnić. Odłączyliście się od Chrystusa wy, którzy w zakonie szukacie usprawiedliwienia; wypadliście z łaski” (Ga 5,1-4). Z pewnością Paweł mówi tu o czymś o wiele ważniejszym niż tylko wolność od ceremonii. Owszem, Paweł mówi także o ceremoniach, gdyż dyskutuje z fałszywymi apostołami, którzy chcieli ponownie zaprowadzić w Kościele stare cienie przepisów Prawa zniesionych przez przyjście Chrystusa. Jednak sprawa ceremonii opiera się na bardziej fundamentalnych elementach kontrowersji. Po pierwsze, ponieważ żydowskie cienie pozbawiają Ewangelię przejrzystości, Paweł pokazuje, że rzeczy zapowiedziane przez mojżeszowe ceremonie znalazły w Chrystusie doskonałe wypełnienie. Ponadto, ponieważ ci oszuści wpajali ludziom ohydne przekonanie, że można zasłużyć sobie na łaskę Bożą, Paweł zdecydowanie stwierdza, że jest to absolutnie niemożliwe zarówno na drodze posłuszeństwa Prawu, jak i na drodze przestrzegania niedoskonałych ceremonii. Jednocześnie przypomina, że przez krzyż Chrystusa zostaliśmy uwolnieni od przekleństwa Prawa, które w przeciwnym razie by na nas spadło (Ga 4,5), a uczynił to, abyśmy całkowicie polegali na Nim. W końcu, Paweł staje w obronie wolności wierzących, aby niepotrzebnie nie wiązać ich sumień.

4.

Wolność od przymusu podstawą posłuszeństwa Prawu 

Po drugie, sumienie poddaje się Prawu nie z przymusu, lecz – będąc uwolnione od przymusu Prawa – dobrowolnie poddaje się jego wymaganiom. Dopóki sumienie lęka się Prawa, które nad nim panuje, dopóty nie okazuje Bogu gorliwego posłuszeństwa. By to czynić, potrzebuje uwolnienia od Prawa. Na przykład, Prawo mówi: „Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej siły swojej” (5Mj/Pwt 6,5). By to było możliwe, nasza dusza musi wpierw uwolnić się od innych myśli i uczuć, a serce – oczyścić się od wszelkich innych pragnień, zaś siła – skupić się na tym jednym celu. Jednak nawet ci, którzy na drodze Pana zaszli dalej niż inni, dalecy są od takiego stanu. Choć bowiem gorąco i szczerym sercem kochają Boga, to jednak ich serca i dusze w znacznej mierze wciąż opanowane są przez cielesne żądze, które powstrzymują ich od czynienia woli Bożej. Choć ich wysiłki są wielkie, to jednak ciało z jednej strony osłabia ich siłę, a z drugiej strony w znacznej mierze ją absorbuje. Cóż mają więc uczynić, skoro czują, że nie ma nic trudniejszego niż wypełnienie Prawa? Pragną, starają się, zabiegają, a jednak nic nie czynią zgodnie z wymaganiami. Kiedy spoglądają na Prawo, widzą, że niezależnie od tego, co czynią i o co zabiegają, ciąży na nich przekleństwo. Nikt nie powinien się też oszukiwać, mówiąc, że choć czyny jego nie są doskonałe, to jednak Bóg pochwala to, co w nich dobrego. Prawo wymaga doskonałości i potępia wszelką niedoskonałość. Zatem każdy, kto przyznaje, że jego postępowanie nie jest w pełni dobre, musi uznać, że jest przestępcą Prawa właśnie ze względu na niedoskonałość swoich czynów.

5.

Wolność od przymusu prowadzi do posłuszeństwa Prawu

Wszystkie nasze czyny są pod przekleństwem Prawa, jeśli przykładamy do nich miarę Prawa. Jak więc biedna dusza ma ochotnie zabrać się do dzieła, za które może liczyć tylko na przekleństwo? Jeśli jednak uwolni się od wymagań Prawa i usłyszy łagodne wołanie Ojca, to radośnie i chętnie uda się za nim. Innymi słowy, ludzie związani przymusem Prawa są jak słudzy obarczeni codziennymi obowiązkami przez swego pana. Słudzy tacy nie sądzą, że cokolwiek osiągnęli i nie ważą się stanąć przed panem, o ile nie zrobią dokładnie wszystkiego, co im nakazano. Jednak synowie, których ojciec traktuje z większą łagodnością i przychylnością, nie wahają się stanąć przed nim, choć ich uczynki są niedoskonałe i ułomne, gdyż ufają, że ich posłuszeństwo i szczera chęć spotkają się z pochwałą ojca, nawet jeśli nie uczynili wszystkiego dokładnie tak, jak tego oczekiwał. Mamy być właśnie takimi dziećmi, które ufają, że ich postępowanie zostanie zaaprobowane przez miłosiernego Ojca, nawet jeśli daleko im do doskonałości. Bóg zapewnia nas o tym przez proroka: „Oszczędzę ich, jak ktoś oszczędza swojego syna, który mu służy” (Mal 3,17). Słowo „oszczędzać” oznacza tu: wyrozumiałość lub litościwe przemilczenie uchybień. Potrzebujemy tego zapewnienia, bo bez niego wszelkie nasze starania są daremne. Bóg bowiem tylko takie czyny uważa za godne pochwały, które wypływają ze szczerego oddania. Jak jednak mamy szczerze Mu służyć, jeśli stale boimy się, że Go urazimy, i wątpimy, że nasze postępowanie prawdziwie Go chwali?

6.

Uwolnieni przez łaskę nie muszą obawiać się pozostałości grzechu 

Z tego powodu autor Listu do Hebrajczyków przypisuje wierze wszystkie dobre uczynki świętych patriarchów i traktuje je jako wiarę (Hbr 11,2). Z kolei w Liście do Rzymian znajdujemy znane słowa mówiące o wolności, w których Paweł stwierdza, że grzech nie powinien nad nami panować, ponieważ nie jesteśmy pod Prawem, lecz pod łaską (Rz 6,12-14). Wierzący nie mogą pozwolić, by grzech panował nad ich śmiertelnymi ciałami, ani nie mogą oddawać swoich ciał grzechowi na służbę nieprawości. Mają raczej oddawać „siebie Bogu jako ożywionych z martwych, a członki swoje Bogu na oręż sprawiedliwości” (Rz 6,13). Z drugiej strony, wierzący mogliby powiedzieć, że wciąż mają ciała pełne żądzy, w których mieszka grzech. Dlatego Paweł pociesza ich, dodając, że są wolni od Prawa. Jakby mówił: Choć czujecie, że grzech nie został jeszcze zniszczony, a sprawiedliwość nie mieszka w was niepodzielnie, to jednak nie macie powodu do obaw lub przygnębienia, jakby Bóg był obrażony z powodu pozostałości grzechu, bo przecież przez łaskę zostaliście uwolnieni od Prawa, a wasze czyny nie są przez nie sądzone. Gdyby jednak ktoś doszedł do wniosku, że może grzeszyć, skoro nie jest pod Prawem, ten niech wie, że wciąż jest niewolnikiem, gdyż wolność chrześcijańska celuje w dobrych uczynkach.

7.

Wolność w kwestiach moralnie obojętnych

Po trzecie, wolność chrześcijańska oznacza, że nie jesteśmy związani zewnętrznymi ceremoniami i rytuałami, które same w sobie są moralnie neutralne, tak że wolno nam je zachować lub odrzucić. Ten aspekt wolności ma dla nas wielkie znaczenie, gdzie bowiem go brak, tam nie widać ani pokoju sumienia, ani końca zabobonów i przesądów. Dziś wielu twierdzi, że nie ma sensu podnoszenie kwestii wolności w spożywaniu pokarmów, dobieraniu ubioru, obchodzeniu świąt itp. Są to jednak kwestie o wiele ważniejsze niż im się wydaje. Kiedy bowiem sumienie raz wpadnie w pułapkę, zagłębia się w labirynt, z którego później niezwykle trudno się wydostać. Jeśli ktoś zacznie wątpić, czy wolno mu używać lnianych prześcieradeł, koszul, chustek lub serwet, to szybko zrodzą się w jego sercu wątpliwości dotyczące także konopi, a w końcu również i juty. Zacznie się zastanawiać, czy nie mógłby jeść zupy bez serwetki lub wyjść z domu bez chustki do nosa. Jeśli ktoś stwierdzi, że bardziej wyszukane jedzenie jest niedopuszczalne, to nie będzie miał pokoju z Bogiem także wtedy, gdy spożywać będzie tylko czarny chleb i inne proste pokarmy, gdyż zawsze mógłby zadowolić się jeszcze lichszym jedzeniem. Jeśli taka osoba ma zawahania, pijąc wykwintne wino, to pewnie będzie miała wyrzuty sumienia, pijąc także poślednie wino, a może nawet pijąc wodę słodszą i czystszą niż inna. W końcu będzie uważać za grzech nastąpienie na źdźbło trawy leżące na jej drodze.

W gruncie rzeczy chodzi o to, czy postępujemy w zgodzie z wolą Bożą, która powinna górować nad wszystkimi naszymi planami i czynami. Odrzucając ją, skazujemy się albo na zwątpienie i rozpacz, albo na odrzucenie bojaźni Bożej i w konsekwencji na ruinę. Kto uwikłał się w takie wątpliwości, niezależnie od tego, w którą stronę się zwróci, ten we wszystkim widzi zgorszenie.

8.

Wolność w używaniu Bożych darów dla zbożnych celów

Paweł mówi: „Wiem i jestem przekonany w Panu Jezusie, że nie ma niczego, co by samo w sobie było nieczyste [czyli zbezczeszczone]; nieczyste jest jedynie dla tego, kto je za nieczyste uważa” (Rz 14,14). Innymi słowy, mamy wolność w użyciu rzeczy zewnętrznych pod warunkiem, że nasz umysł upewnia nas o tym przed Bogiem. Jeśli jednak jakiś przesąd budzi w nas skrupuły, wtedy rzeczy same w sobie czyste stają się dla nas nieczyste. Dlatego apostoł dodaje: „Przekonanie, jakie masz, zachowaj dla siebie przed Bogiem. Szczęśliwy ten, kto nie osądza samego siebie za to, co uważa za dobre. Lecz ten, kto ma wątpliwości, gdy je, jest potępiony, bo nie postępuje zgodnie z przekonaniem; wszystko zaś, co nie wypływa z przekonania, jest grzechem” (Rz 14,22-23).

Jeśli ktoś w obliczu takich rozterek okazuje wielką pewność siebie i odważnie z wszystkiego korzysta, czy nie odwraca się od Boga? Jeśli osoby, które odczuwają bojaźń Bożą, są zmuszone do postępowania wbrew sumieniu, to skutkiem jest lęk i zniechęcenie. Tacy ludzie nie przyjmują darów Bożych z dziękczynieniem, które zdaniem Pawła czyni wszystko czystym (1 Tm 4,5). Mam na myśli dziękczynienie, jakie wypływa z umysłu, który w darach Boga rozpoznał Jego łaskawość i dobroć. Wielu z nich rzeczywiście rozpoznaje w rzeczach, z których chętnie korzystają, dary Boże i chwalą Go za nie. Jeśli jednak nie są przekonani o tym, że te rzeczy zostały dane im do używania, to jak mają za nie dziękować Bogu jako darczyńcy?

Zobaczmy dokąd to prowadzi – mamy używać darów Bożych zgodnie z ich przeznaczeniem i to bez wyrzutów sumienia i powątpiewania. Tym sposobem nasze umysły znajdą pokój z Bogiem i rozpoznają Jego wielkoduszność. To dotyczy także nieobowiązkowych ceremonii, których nie musimy zachowywać, choć musimy pamiętać, że Bóg w swej łaskawości może wykorzystać je dla naszego zbudowania.

9.

Wolność chrześcijańska nie jest usprawiedliwieniem dla obżarstwa i zbytku

Musimy wyraźnie zaznaczyć, że wolność chrześcijańska ma duchowy charakter. Jej moc objawia się w kojeniu sumienia, które jest poruszone i zlęknione z powodu grzechów lub niedoskonałych uczynków skażonych przez ciało, nie będąc pewnym, czy podobają się Bogu, lub też obawia się używania rzeczy moralnie obojętnych. Z drugiej strony, niektórzy ludzie interpretują wolność chrześcijańską w sposób przewrotny, chcąc usprawiedliwić swoje grzeszne pragnienia i nadużyć dobre dary Boga, pobłażając pożądliwości. Jeszcze inni uważają, że prawdziwą wolnością jest tylko ta wolność, z której się otwarcie korzysta. Tacy używają wolności, nie zważając na słabszych braci.

Obecnie najczęściej spotykamy tych pierwszych. Ci, których na to stać, obnoszą się ze swym bogactwem, wydając wielkie pieniądze na szumne bankiety, pretensjonalny ubiór i paradne domy, gdyż nie chcą, by sąsiad przyćmił ich swoją chwałą i tym samym popsuł im humor. To wszystko zaś – pod hasłem wolności chrześcijańskiej. Mówią bowiem, że takie rzeczy jak jedzenie, ubiór i mieszkanie są rzeczami moralnie obojętnymi. I rzeczywiście takimi są, o ile robi się z nich właściwy użytek. Jeśli jednak stają się przedmiotami pożądania lub powodem do przechwałek albo się nimi frymarczy, wtedy rzeczy same w sobie moralnie obojętne stają się zbrukane i złe.

Najlepsze rozróżnienie między rzeczami moralnie obojętnymi dostarczają słowa Pawła: „Dla czystych wszystko jest czyste, a dla pokalanych i niewierzących nic nie jest czyste, ale pokalane są zarówno ich umysł, jak i sumienie” (Tyt 1,15). Dlaczego więc przeklęci są ludzie bogaci, którzy otrzymali pocieszenie, są nasyceni i radośni (Łk 6,24-25), którzy śpią na łożach z kości słoniowej (Am 6,4), „którzy przyłączają dom do domu, a rolę do roli dodają” (Iz 5,8), którzy biesiadują przy harfie i lutni, cymbałach i winie (Iz 5,12)? Przecież kość słoniowa, złoto i bogactwo są dobrymi darami Boga, których człowiek nie tylko może, ale i powinien używać. Nigdzie też Bóg nie zabrania nam śmiać się ani najadać do syta, ani kupować nowych pól i domów, ani radować się harmonią muzyczną, ani pić wina. Kto jednak tarza się w nadmiarze, obżera się, zatruwa umysł i serce coraz to nowymi uciechami, ten istotnie daleki jest od właściwego użycia darów Bożych.

Precz zatem z niepohamowanym pożądaniem, precz z nieograniczoną rozrzutnością, precz z próżnością i arogancją. Tylko gdy je odrzucimy, będziemy mogli z czystym sumieniem używać dobrych darów Boga. Tylko powściągliwe serce czyni sprawiedliwy użytek z Bożych błogosławieństw. Jeśli jednak brak mu powściągliwości, wtedy nawet zwykłe i pospolite przyjemności stają się przesadą i zbytkiem. Prawdą jest, jak powiadają, że czasami pod pospolitą i zgrzebną szatą kryje się wyniosłe serce, a pod jedwabiem i purpurą mieszka szczera pokora. Niech zatem każdy żyje zgodnie ze swym stanem – czy to ubogo, czy średnio, czy też bogato, aby wszyscy pamiętali, że Bóg zaopatruje nas do życia, a nie do pławienia się w luksusach. Każdy zatem niech uzna to za regułę wolności chrześcijańskiej, by jak Paweł w każdym stanie poprzestawać na tym, co się ma, i wiedzieć, jak być pokornym i jak wywyższonym, by umieć być nasyconym i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek (Flp 4,11-19).

10.

Nie wolno używać wolności chrześcijańskiej ze szkodą dla słabych

Wielu błądzi również w tym względzie. Używają wolności w sposób nierozumny, jakby bali się, że ją stracą, jeśli nie będą z niej stale korzystać. Tacy jednak z powodu bezmyślności często stanowią zgorszenie dla słabych braci. Znamy ludzi, którzy uważają, że nie są wolni, jeśli nie jedzą mięsa w piątek. Nie winię ich za jedzenie mięsa w piątek, lecz za ich nastawienie. Powinni pamiętać, że nic nie zyskują przez publiczne obnoszenie się z wolnością, która polega zarówno na korzystaniu z różnych rzeczy, jak i na powstrzymywaniu się od nich. Muszą zrozumieć, że dla Boga nie ma znaczenia, czy jedzą mięso, czy jajka, czy noszą ubranie w kolorze czarnym, czy czerwonym. Taka wiedza czyni sumienie wolnym. Kiedy człowiek raz to zrozumie, wtedy nie będzie to miało dla niego znaczenia, czy do końca życia nie weźmie mięsa do ust lub też będzie nosił ubranie w jednym tylko kolorze. Wolny człowiek korzysta z wolności, również powstrzymując się od używania pewnych rzeczy. Musi jednak brać pod uwagę słabość brata, by nie spowodować jego upadku przez niedbałe korzystanie z wolności.

To prawda, że czasami należy otwarcie zamanifestować wolność. Nawet jednak wtedy musimy czynić to z jak największą ostrożnością i troską o słabych, jak nakazał Pan.

11.

O zgorszeniach

Teraz chciałbym napisać coś o zgorszeniach: jak je rozpoznawać, których unikać, a które ignorować. To pomoże określić granice naszej wolności. Wydaje mi się też słuszne rozróżnienie między gorszeniem kogoś, a gorszeniem się, o ile znajduje ono potwierdzenie w Piśmie Świętym i jest jasno zdefiniowane.

Jeśli postępujesz frywolnie, bezmyślnie, pochopnie lub nieporządnie i tym samym powodujesz upadek osoby prostej i poczciwej, to jesteś dla niej zgorszeniem, gdyż upadła z twojej winy. Być zgorszeniem to dawać powód do upadku.

Z kolei o gorszeniu się mówimy, kiedy coś, co nie zostało uczynione w złej woli ani w zły sposób, niesłusznie odbierane jest jako powód do upadku. Zgorszenie jest w takim przypadku tylko pokrętnym wytworem uprzedzonego umysłu. W pierwszym przypadku zgorszeni są tylko ludzie słabi, w drugim – osoby cechujące się złośliwym nastawieniem i faryzejską pychą. Z jednej strony, mamy do czynienia z obrazą słabego, z drugiej – z obrazą faryzeusza. Zatem powinniśmy wyznaczać granice wolności, biorąc pod uwagę nieświadomość słabszych braci, lecz na pewno nie faryzejskie kaprysy.

Paweł wyraźnie stwierdza, co jesteśmy winni słabym w wierze: „Słabego w wierze przyjmujcie” (Rz 14,1); oraz: „Nie osądzajmy już jedni drugich, ale raczej baczcie, aby nie dawać bratu powodu do upadku lub zgorszenia” (Rz 14,13). Można by przytoczyć więcej podobnych wypowiedzi, których podsumowaniem jest, co następuje: „My, którzy jesteśmy mocni, winniśmy wziąć na siebie ułomności słabych, a nie mieć upodobania w sobie samych. Każdy z nas niech się bliźniemu podoba ku jego dobru, dla zbudowania” (Rz 15,1-2). Na innym zaś miejscu apostoł mówi: „Baczcie jednak, aby ta wolność wasza nie stała się zgorszeniem dla słabych” (1 Kor 8,9), oraz: „Wszystko, co się sprzedaje w jatkach, jedzcie, o nic nie pytając dla spokoju sumienia” (1 Kor 10,25); „Mówię zaś nie o twoim sumieniu, lecz o sumieniu bliźniego; bo dlaczegóż by moja wolność miała być sądzona przez cudze sumienie? (…) Nie dawajcie zgorszenia ani Żydom, ani Grekom, ani zborowi Bożemu” (1 Kor 10,29-32); „Bo wy do wolności powołani zostaliście, bracia; tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości” (Ga 5,13). Zatem nie otrzymaliśmy wolności, by wykorzystywać ją przeciwko słabym, gdyż miłość czyni nas ich sługami. Otrzymaliśmy ją raczej po to, by mając pokój z Bogiem, żyć w pokoju z bliźnim.

Słowo Pańskie poucza nas również, jak mamy traktować faryzejskie gorszenie się – każe nam zostawić ich samym sobie, gdyż są ślepymi przewodnikami ślepych (Mt 15,14). Kiedy uczniowie ostrzegli Jezusa, że Jego mowa gorszy faryzeuszów, On odpowiedział, że należy ich zignorować i nie przejmować się ich obrazami.

12.

O właściwym korzystaniu z wolności chrześcijańskiej oraz o właściwym wyrzeczeniu się jej

Pozostaje jeszcze pytanie, kogo mamy uważać za słabego, a kogo za faryzeusza. To bardzo ważne rozróżnienie, gdyż bez niego niebezpieczeństwo zgorszenia kogoś praktycznie usunęłoby wszelką wolność. Jednak stanowisko Pawła jest niezwykle jasne – i to zarówno w jego pismach, jak i w przykładzie – w kwestii tego, w jakim stopniu wolność musi ustąpić wobec zgorszeń lub z drugiej strony jakimi zgorszeniami musi być okupiona. Kiedy Paweł przyjął Tymoteusza do swego grona, obrzezał go (Dz 16,3). Jednak za nic w świecie nie chciał obrzezać Tytusa (Ga 2,3). Mamy tu do czynienia z różnymi zachowaniami, za którymi kryje się wspólny zamysł. W przypadku obrzezania Tymoteusza, Paweł choć był we wszystkim wolny, stał się sługą wszystkich i dla Żydów stał się Żydem, aby zdobyć Żydów; dla tych pod Prawem stał się jakby był pod Prawem, aby zdobyć tych, którzy byli pod Prawem (1 Kor 9,19-20); stał się wszystkim dla wszystkich, aby wielu zbawić (1 Kor 9,22). Czynimy więc właściwy użytek z wolności, kiedy chętnie z niej rezygnujemy, jeśli akurat jest to pożądane.

W Liście do Galacjan Paweł przedstawia powody, dla których nie chciał obrzezać Tytusa: „Ale nawet Tytusa, który był ze mną, chociaż był Grekiem, nie zmuszono do obrzezania, nie bacząc na fałszywych braci, którzy po kryjomu zostali wprowadzeni i potajemnie weszli, aby wyszpiegować naszą wolność, którą mamy w Chrystusie, żeby nas podbić w niewolę, a którym ani na chwilę nie ustąpiliśmy, ani się nie poddaliśmy, aby prawda ewangelii u was się utrzymała” (Ga 2,3-5). Musimy więc bronić naszą wolność przed niesprawiedliwymi żądaniami fałszywych apostołów, które obciążają słabe sumienie.

Zawsze musimy okazywać miłość i zabiegać o zbudowanie bliźniego. Jak pisał Paweł: „Wszystko wolno, ale nie wszystko jest pożyteczne; wszystko wolno, ale nie wszystko buduje. Niech nikt nie szuka własnej korzyści, lecz korzyści bliźniego” (1 Kor 10,23-24). Nie ma prostszej zasady: mamy korzystać z wolności w taki sposób, by być zbudowaniem dla bliźniego, w innym przypadku musimy z niej zrezygnować. Są jednak ludzie, którzy próbują naśladować Pawła w tym względzie i rezygnują z wolności, jednak w ich przypadku nie ma to nic wspólnego z miłością. Dla własnej wygody dążą do usunięcia wszelkiej wolności, a przecież równie ważne jest użycie wolności dla dobra i zbudowania bliźniego, jak i rezygnacja z niej, kiedy trzeba. Prawdziwa pobożność wie, że wolność w używaniu różnych rzeczy musi służyć miłości.

13.

Miłość nie może być usprawiedliwieniem dla obrażania Boga

Co napisałem o unikaniu zgorszenia, dotyczy spraw moralnie obojętnych. Rzeczy konieczne należy wykonać bez względu na ewentualne zgorszenie. Choć z jednej strony miłość musi górować nad wolnością, to jednak z drugiej - miłość musi mieć na względzie czystość wiary. Granicą miłości jest ołtarz, to znaczy, że nie możemy obrażać Boga przez wzgląd na miłość bliźniego. Nie wolno pochwalać ludzi, którzy wszystko czynią gwałtownie i bezładnie, woląc przy okazji dokonać niepotrzebnych zniszczeń niż postępować uważnie i taktownie. Z drugiej strony, nie można też pochwalać ludzi, którzy mówiąc, że nie chcą być dla nikogo zgorszeniem, postępują bezbożnie. Tacy bowiem ćwiczą sumienie bliźniego w akceptowaniu zła, zwłaszcza gdy stale tkwią w tej samej kałuży błota bez widoków na wydostanie się z niej. Gdy bliźni potrzebuje pouczenia w kwestii doktrynalnej lub dobrego przykładu, pochlebca twierdząc, że karmi go mlekiem, wpaja mu zgubne opinie. Paweł stwierdza co prawda, że karmił Koryntian mlekiem (1 Kor 3,2), lecz gdyby Koryntianie praktykowali papistyczną mszę, czy Paweł uznałby złożenie ofiary za karmienie mlekiem? Bynajmniej, mleko nie jest przecież trucizną. Kto ukradkiem zabija bliźniego, twierdząc, że go karmi mlekiem, ten jest kłamcą. Ponadto, jak długo można karmić dzieci w taki sposób? Kto nigdy nie będzie w stanie przyjąć żadnego stałego pokarmu, ten nigdy nie karmił się prawdziwym mlekiem.

Z dwóch powodów nie zamierzam surowiej walczyć z takimi ludźmi. Po pierwsze, ich głupota nie warta jest większego zachodu i słusznie każdy człowiek przy zdrowych zmysłach czuje do nich wstręt, a po drugie, nie chcę jeszcze raz powtarzać to, o czym wyczerpująco pisałem gdzie indziej. Chciałbym tylko, by czytelnicy pamiętali, że niezależnie od tego, jakimi sposobami szatan i świat próbują odwieść nas od przykazań Bożych, musimy żwawo iść naprzód. Jakiekolwiek spotkałyby nas przeszkody, nie wolno nam nawet na włos odstąpić od przykazań Bożych i pod żadnym pretekstem nie możemy uczynić niczego, na co Bóg nie pozwala.

14.

Wolność sumienia od wszelkich praw ludzkich

Ze względu na opisaną powyżej wolność, jaką wierzący otrzymali od Chrystusa, by nie angażować się w rzeczy, od których On chce, by byli wolni, wnioskujemy, że stoją oni ponad wszelką ludzką władzą. Nie przystoi bowiem, by Chrystus nie otrzymał wyrazów wdzięczności za tak wspaniałomyślny dar, a sumienie wierzących na nim nie skorzystało. Nie traktujmy tej wolności jak coś znikomego i błahego, skoro wiemy, jak wiele dał zań nasz Zbawiciel, płacąc nie srebrem lub złotem, lecz własną krwią (1 Pt 1,18-19). Z tego też powodu Paweł nie waha się powiedzieć, że Chrystus umarł na darmo, jeśli poddajemy nasze dusze w niewolę człowieka (Ga 2,21). Znaczna część Listu do Galacjan poświęcona jest tej właśnie sprawie – Chrystus jest dla nas przyćmiony, a nawet całkowicie zaćmiony, jeśli nie zachowujemy wolności sumienia. A tak właśnie się dzieje, kiedy upodobanie ludzkiej woli wiąże nas swoimi przepisami i prawami (Ga 5,1.4). Ta sprawa wymaga dłuższego wyjaśnienia ze względu na swą wagę. Bowiem jak tylko ktoś wspomni unieważnienie ludzkich przepisów, natychmiast pojawiają się wielkie kłopoty czy to z powodu buntowników, czy też oszczerców, jak gdyby chodziło nam o zniesienie wszelkiego posłuszeństwa.

15.

Dwa królestwa

Aby to jednak dla nikogo nie stało się kamieniem obrazy, należy zaznaczyć, że człowiekiem rządzą dwa ośrodki władzy: duchowy, który poucza go w kwestiach dotyczących pobożności i oddawania czci Bogu, oraz polityczny, który poucza go o jego ludzkich i obywatelskich obowiązkach. Nazywa się je odpowiednio władzą duchową i doczesną, ponieważ pierwsza dotyczy życia duchowego, zaś druga życia doczesnego – nie tylko jedzenia i ubioru, lecz też tego wszystkiego, co jest wymagane, by człowiek w społeczeństwie prowadził życie czyste, stateczne i godne. Pierwsza władza ma swoją siedzibę w ludzkiej duszy, zaś druga zajmuje się jedynie zewnętrznym postępowaniem. Pierwszą dziedzinę można więc nazwać duchowym, a drugą – politycznym królestwem. Obu nie należy nigdy mieszać, tak że kiedy mówimy o jednym, należy niejako zapomnieć o drugim. Można nawet powiedzieć, że w człowieku istnieją dwa światy, nad którymi panują różni królowie kierujący się różnymi prawami.

To rozróżnienie uchroni nas przed odniesieniem do porządku politycznego ewangelicznego nauczania na temat wolności duchowej, jakby chrześcijanie w mniejszym stopniu niż inni ludzie winni byli posłuszeństwo władzy politycznej i ludzkim przykazaniom, ponieważ w oczach Bożych ich sumienia stały się wolne, a ciała wyjęte spod wszelkiej ludzkiej jurysdykcji.

Jednak nawet w przepisach dotyczących królestwa duchowego mogą się pojawić pewne zwodnicze elementy, dlatego należy odróżniać te, które są zgodne ze Słowem Bożym, od tych, które nie powinny mieć miejsca między pobożnymi. O władzy politycznej więcej napiszę w innym miejscu. Nie będę też teraz pisał o prawach kanonicznych, ponieważ nimi zajmę się w czwartej części tej księgi, gdzie omówię władzę Kościoła.

To niech będzie podsumowaniem naszej dyskusji. Kwestia, której dotyczy, jest w gruncie rzeczy jasna i drugorzędna. Mimo to z jej powodu wielu czuje niepokój, ponieważ nie czynią wystarczającej różnicy między tym, co można nazwać forum zewnętrznym, a  forum sumienia. Tym bardziej, że trudność jest powiększona przez nakaz Pawła, byśmy byli posłuszni władzy politycznej i to nie tylko ze strachu, lecz także ze względu na sumienie (Rz 13,1.5). Z tego można by wywnioskować, że sumienie związane jest również przez prawa polityczne. Jednak jeśli tak rzeczywiście jest, to to, co przed chwilą powiedzieliśmy o władzy duchowej, nie ma racji bytu.

Dla rozwiązania tego dylematu, musimy właściwie zdefiniować sumienie. Jak przez umysł i zrozumienie człowiek zdobywa poznanie różnych rzeczy, tak że można powiedzieć, iż je zna, i stąd bierze się określenie „wiedza” lub „nauka”, podobnie sumieniem nazywamy świadomość sądu Bożego występującego w roli świadka, który nie pozwala człowiekowi ukryć grzechów przed trybunałem Bożym. Sumienie stoi więc między człowiekiem a Bogiem i nie pozwala człowiekowi tłumić prawdy ani nie daje mu spokoju, aż człowiek się do niej przyzna. Mówi o tym także Paweł, kiedy stwierdza, że sumienie występuje w roli świadka, oskarżając lub biorąc człowieka w obronę (Rz 2,15). W człowieku niejako zamknięta jest oczywista wiedza, zaś sumienie stawia człowieka przed trybunałem Bożym i tym samym jest jego strażnikiem, którego zadaniem jest zbadanie i ujawnienie sekretów jego serca. Stąd bierze się starożytne przysłowie: Sumienie jest jak tysiąc świadków. To samo ma na myśli Piotr, kiedy pisze o „prośbie o dobre sumienie” (1 Pt 3,21), co jest synonimem pokoju umysłu – przekonani o łaskawości Chrystusa, odważnie stajemy przed obliczem Boga. Podobnie autor Listu do Hebrajczyków stwierdza, że nie mamy już „świadomości grzechów” (Hbr 10,2), mając na myśli to, że zostaliśmy uwolnieni od zarzutów, a grzech już nas nie oskarża.

16.

Niewola i wolność sumienia

Zatem jak uczynki odnoszą się do ludzi, tak sumienie odnosi się do Boga, a czyste sumienie jest niczym innym jak tylko prawością serca. Dlatego Paweł napisał, że wypełnieniem prawa jest „miłość płynąca z czystego serca i z dobrego sumienia, i z wiary nieobłudnej” (1 Tm 1,5). Dalej zaś, kiedy pisze o tym, jak „pewni ludzie odrzucili [dobre sumienie] i stali się rozbitkami w wierze” (1 Tm 1,19), stwierdza, że sumienie nie jest tym samym co intelekt. Dobre sumienie to dla niego pełna gotowość do służenia Bogu połączona ze szczerym pragnieniem czystego i pobożnego życia.

Czasami rzeczywiście sumienie dotyka także relacji międzyludzkich, co wynika ze słów Pawła: „Usilnie staram się o to, abym wobec Boga i ludzi miał zawsze czyste sumienie” (Dz 24,16). Apostoł mógł tak powiedzieć, ponieważ owoc dobrego sumienia uzewnętrznia się i przelewa także na relacje międzyludzkie. Jednak, ściśle mówiąc, sumienie dotyka tylko relacji między człowiekiem a Bogiem.

Stąd kiedy mówimy, że Prawo wiąże sumienie, mamy na myśli jednostkę, a nie grupę. Na przykład, Bóg nie tylko przykazuje, byśmy zachowali nasze umysły w czystości i wolności od złego pożądania, ale też zabrania plugawej mowy i rozwiązłości. Moje sumienie byłoby związane tym przykazaniem, nawet gdybym był jedynym człowiekiem na ziemi. Kto więc je łamie, ten nie tylko grzeszy przez zły przykład, jaki daje braciom, ale też w swoim sumieniu obwinia się przed Bogiem.

Inaczej ma się sprawa z rzeczami moralnie obojętnymi. Mamy stronić od wszystkiego, co powoduje zgorszenie, jednak z zachowaniem wolności sumienia. Dlatego Paweł pisząc o mięsie ofiarowanym bałwanom, stwierdza: „A jeśliby wam ktoś powiedział: To jest mięso złożone w ofierze bałwanom, nie jedzcie przez wzgląd na tego, który na to wskazał, i dla spokoju sumienia; mówię zaś nie o twoim sumieniu, lecz o sumieniu bliźniego” (1 Kor 10,28-29). To znaczy, że wierzący, który wcześniej został ostrzeżony, że ma do czynienia z mięsem ofiarowanym bałwanom, a mimo to je zjadł, zgrzeszył. Z drugiej strony, nie straciłby wolności sumienia, gdyby powstrzymał się od spożycia tego mięsa ze względu na brata, jak to przykazał Bóg. Innymi słowy, choć omawiane przykazanie wyraźnie określa, jak należy postępować, to jednak nie znosi wolności sumienia. 

Powyższy tekst jest 19. rozdziałem 3. księgi "Nauki religii chrześcijańskiej" Jana Kalwina. 

Tłumaczył Bogumił Jarmulak z angielskiego wydania Institutes of Christian Religion dostępnego na portalu www.ccel.org.