Integralność stworzenia
Dr John M. Frame
 
Bóg tworzy rzeczy, które nie są Bogiem. Stworzenie świata dało początek nieboskiej odmienności – zaistniały rzeczy nie będące Bogiem. Oczywiście, istnieje też boska odmienność – każda Osoba Trójcy posiada własną tożsamość. Jednak stworzenie świata powołało do istnienia rzeczy, które są różne od Boga. Te stworzone istoty są dziełem Boga, zostały przez Niego zaplanowane, w pełni od Niego zależą i znajdują się pod Jego całkowitą kontrolą, ale ani nie są Bogiem, ani nie stanowią przedłużenia Jego natury.
 
Odmienność świata wiąże się z wieloma tajemnicami chrześcijaństwa, a także z licznymi kontrowersjami. Oto kilka przykładów:
 
1. Skąd bierze się odmienność świata? Świat nie jest ani emanacją Boga, ani czymś wiecznie istniejącym obok Boga. Pismo Święte naucza, że wszystko, co nie jest Bogiem, zostało przez Niego stworzone. Dlatego Kościół mówi, że Bóg stworzył świat z niczego. Jednak każdy filozof zna zasadę: Z niczego nic nie powstaje. Najwyraźniej Bóg nie musi się jej trzymać. Boska energia może powołać do istnienia coś nowego. To, co niemożliwe dla człowieka, nie jest problemem dla Boga. To jednak znaczy, że stworzenie jest cudem wymykającym się naszym możliwościom poznania.
 
2. Jak mamy rozumieć integralność stworzenia? Kiedy mówię o „integralności”, to mam na myśli zdolność do istnienia i funkcjonowania na własnych zasadach jako osobna jednostka realizująca własne cele. Oczywiście, integralność świata i zamieszkujących go stworzeń nie jest tożsama z integralnością Stwórcy, choć zależą one od Boga w swoim istnieniu i funkcjonowaniu. Bóg bowiem postanowił, by stworzenia nie były Bogiem, lecz osobnymi istotami.
 
Na przykład, kiedy umiera człowiek, to nie dzieje się tak, ponieważ umiera Bóg, lecz dlatego, że taki jest plan Boga dla tego konkretnego istnienia. Człowiek umiera, bo takie jest jego indywidualne przeznaczenie, które nie jest tym samym co ogólny plan Boga dla całego świata.
 
Każdy element stworzenia pełni określoną rolę w mądrym planie Boga. Istnieje tak długo, aż spełni przypisany mu cel.
Dlatego gdyby słowa „niezależność” i „autonomia” nie były powszechnie kojarzone z nie biblijnymi przesłankami, to uzasadnione byłoby ich użycie dla opisania integralności świata i stworzeń. Twoje życie ma własne znaczenie i doniosłość, z pewnością określone przez Boga, a jednak różne od Jego znaczenia i doniosłości i w tym sensie „niezależne” od Niego. Z drugiej strony, twoje życie zależy od Bożego planu dla całego świata oraz od Jego opatrznościowych rządów nad światem. Po określeniu planu dla świata i stworzeniu go przez Boga każdy człowiek otrzymał indywidualną rolę do spełnienia w historii. Jednak ta rola nie jest rolą Boga, a nawet może być w opozycji do Niego. Kiedy zaś Bóg już raz przypisał każdemu jego rolę, to nie zmienia zdania, bo to oznaczałoby zmianę Jego planu.
 
Jeśli Bóg postanowił, że Bill będzie żył 80 lat, to nie odbierze mu życia, kiedy Bill osiągnie sześćdziesiątkę. Boży plan jest wieczny i niezmienny. Jest też spójny. Bóg nie tylko dotrzymuje obietnic, ale i pilnuje, by Jego cele zostały zrealizowane. Bóg zarówno w tym, co planuje, jak i w tym, co nakazuje pozostaje wierny swoim wyborom.
 
3. Czy to znaczy, że Bóg ograniczył swoją suwerenność? Tak i nie. Nie, ponieważ integralność stworzenia jest częścią Jego planu i woli. W żadnym miejscu ani chwili Bóg nie przestaje kontrolować tego, co dzieje się na świecie.
 
Jednak Boży plan nie jest absurdalny lub niespójny. W tym sensie, jak powtarzają reformowani teolodzy, Bóg nie może wszystkiego zrobić. Nie może uczynić tego, co sprzeciwia się Jego naturze. Nie może też umieścić w swoim planie dwóch wzajemnie wykluczających się elementów. Można zatem stwierdzić, że Bóg jest ograniczony w tym, co może uczynić.
To ograniczenie wiąże się z naturą stworzenia. Jeśli Bóg jest konsekwentny w swoich planach, to musi być konsekwentny również wobec Billa. Bóg wie, że wedle Jego planu Bill umrze w wieku 80 lat. To jest fakt dotyczący Jego planu oraz fakt wynikający z Jego wiedzy uprzedniej o Billu. To znaczy, że wszystkie pozostałe elementy planu Boga wobec Billa muszą uwzględniać ten fakt.
 
Można zatem powiedzieć, że plan Boga wobec Billa ograniczony jest tym, co Bóg wie na jego temat. Przeznaczenie uwarunkowane jest wiedzą uprzednią. Z drugiej strony można stwierdzić, że jeden element planu Boga wyznacza granice dla pozostałych elementów.
 
Arminianie twierdzą, że Bóg określa przeznaczenie ludzi w oparciu o wiedzę uprzednią na ich temat. Kalwiniści nie przeczą temu, lecz dodają, że wiedza uprzednia Boga oparta jest na przeznaczeniu, jakie ustalił dla świata i wszystkich jego elementów.
 
Zatem boska wiedza uprzednia i przeznaczenie wzajemnie się warunkują. Żadne z nich nie jest w prosty sposób pierwotne wobec drugiego. Boska wiedza uprzednia oparta jest na przeznaczeniu, jednak przeznaczenie nie jest ślepym aktem woli. Plan Boga jest mądry i oparty na Jego wiedzy.
 
Można zatem mówić, choć z ostrożnością, o wiedzy pośredniej. Boża wiedza pośrednia to znajomość tego, jakie przyczyny rodzą jakie skutki. Boża wiedza konieczna obejmuje wszystko, co możliwe, zaś wiedza wolna – wszystko, co aktualne. Wiedza pośrednia to z kolei wiedza na temat hipotetycznych wydarzeń oraz ich skutków. Zdaniem Ludwika de Moliny wiedza pośrednia nie opiera się na naturze lub planie Boga, lecz na podstawie oglądu niezależnych (w złym znaczeniu tego słowa!) działań stworzeń. Oczywiście, reformowana teologia przeczy takiemu twierdzeniu, nie przeczy jednak, że Bóg posiada wiedzę hipotetyczną. Bóg wie, co się wydarzy, „jeśli Dawid pójdzie do Keili”, i co się wydarzy, „jeśli Dawid nie pójdzie do Keili”.
 
Bóg zatem wie, że jeśli Bill zginie w wypadku w wieku 60 lat, to nie dożyje 80 lat. Dlatego jednym z elementów ogólnego planu Bożego jest niedopuszczenie do tego, by Bill zginął w swoje sześćdziesiąte urodziny. Boża wola określona jest w zgodzie z Jego poznaniem, w tym z wiedzą uprzednią dotyczącą przyszłych wydarzeń. Z drugiej strony, Jego poznanie zależy również od Jego woli i decyzji.
 
Bóg nie ogranicza swej suwerenności, lecz w swym odwiecznym planie uwzględnia integralność stworzeń. Bóg nie chce stworzeń pobawionych integralności. Stworzył więc istoty zdolne do realizacji własnych celów, a Jego plan obejmuje również tę zdolność.
 
Choć przedstawione tu stanowisko jest reformowane, a nie arminiańskie, to jednak zawiera pewne wspólne elementy dla obu stanowisk. Kiedy arminianie argumentują za wolną wolą człowieka i ograniczoną suwerennością Boga, to zwykle chodzi im o obronę odmienności i integralności stworzenia.
 
Kiedy mówimy, że Bóg uwzględnia ludzką naturę, kiedy formułuje swój odwieczny plan, to przedstawiamy sprawę tylko z jednej perspektywy. Patrząc na nią z innej perspektywy, musimy stwierdzić, że poznanie ludzkiej natury opiera się na Bożym planie, zgodnie z którym zostaliśmy stworzeni w ten, a nie inny sposób. Wiedza Boga opiera się na Jego woli, a Jego wola – na Jego wiedzy. W ostatecznym rozrachunku wszystkie atrybuty Boga, w tym wola i wiedza, są tożsame ze względu na boską niezłożoność. Z drugiej strony, o różnych atrybutach Boga mówimy, kiedy patrzymy na Jego naturę i plan z różnych perspektyw. Zatem problem z arminianizmem nie wynika z tego, co utrzymuje, lecz z tego, czemu przeczy. W związku z tym moglibyśmy go nazwać monoperspektywizmem.
 
4. Dlaczego Bóg stworzył świat? Bóg nie stworzył świata, ponieważ czuł się samotny lub nieszczęśliwy. Nie uczynił tego, bo czegoś Mu brakowało.
 
Tomasz z Akwinu mówił, że miłość jest gotowością do ofiarowania siebie, a ponieważ Bóg jest miłością, dlatego również On chce się komuś ofiarować. Stworzył więc świat, by zaspokoić to pragnienie. Tu pojawia się jednak problem, bo czy stworzenie świata było konieczne do zaspokojenia Bożego pragnienia? Innymi słowy, moglibyśmy powiedzieć, że natura Boga przymusiła Go do stworzenia świata. Gdyby tak było, to być może przed stworzeniem Bóg nie był w pełni Bogiem.
Tradycyjna reformowana odpowiedź na ten problem stwierdza, że Bóg stworzył świat dla własnej chwały. Co jednak nie znaczy, że przed stworzeniem świata Bóg był mniej chwalebny, bowiem cokolwiek Bóg czyni, czyni to na swoją chwałę. Innymi słowy, niestworzenie świata objawiłoby chwałę Boga równie dobrze jak jego stworzenie.
 
Tu można ponowić pytanie: W takim razie, dlaczego Bóg stworzył świat? Czy stwarzając świat, Bóg osiągnął coś, czego by nie osiągnął, gdyby go nie stworzył?
 
Być może nigdy nie znajdziemy odpowiedzi na to pytanie. Możemy oczywiście stwierdzić, że Bóg miał swoje powody, ponieważ Bóg wszystko czyni mądrze i zgodnie ze swym planem. Nie znaczy to jednak, że powody, którymi kierował się Bóg, zmusiły Go do tego, co zrobił.
 
Van Til nazwał to „problemem pełnego wiadra”. Bóg jest pełen chwały i całkowicie samowystarczalny, a jednak stworzył świat na swoją chwałę. Nie stworzył go, by zaspokoić jakąś potrzebę lub uzupełnić jakiś brak. Jeśli jednak nie było żadnej potrzeby ani braku, to Jego decyzja wydaje się być irracjonalna. Van Til uważa, że właśnie tu dochodzimy do nieprzekraczalnej granicy między myślami Boga a myślami człowieka. Ludzki umysł po prostu nie jest w stanie tego pojąć. Osobiście uważam, że powinniśmy być ostrożniejsi z orzekaniem, co ludzki umysł jest w stanie pojąć. Kto wie, co czeka nas w przyszłości? Takie twierdzenia niezwykle trudno udowodnić. Co nie znaczy, że znam rozwiązanie „problemu pełnego wiadra”.
 
Możemy jednak pozwolić sobie na odrobinę spekulacji. Ostrożnej spekulacji, by nie wyjść poza ramy sola Scriptura. Czasami spekulacja jest pożyteczna, na przykład wtedy gdy rozważamy różne możliwości i hipotezy, nie wiedząc, czy są prawdziwe. Są jednak prawdopodobne, o ile zgadzają się z ogólnym nauczaniem Biblii na temat Boga i świata. Zaś znajomość Pisma Świętego oznacza między innymi znajomość tego, co jest możliwe w Bożym świecie. Można zatem mówić o biblijnie uzasadnionej spekulacji.
 
Moim zdaniem Bóg stworzył świat dlatego, że lubi dramat historii. Oczywiście, to wszystkiego nie rozwiązuje, bo od razu zapytamy, dlaczego tak jest. Na razie więc musi nam wystarczyć częściowa odpowiedź.
 
Wiele problemów teologicznych dotyczy relacji między Bogiem a historią i czasem. Na przykład, problem zła intensyfikuje się wraz z upływem czasu. Gdyby ludzkie cierpienie nie trwało dłużej niż trzy sekundy, wtedy moglibyśmy powiedzieć, że nie jest tak źle. Jednak zwykle cierpienie trwa dużo dłużej, a na ogólnoludzką skalę trwa przez całe tysiąclecia. Dlaczego Hiob wcześniej nie wyzdrowiał?
 
I dlaczego Jezus wciąż zwleka z powrotem? Piotr tłumaczy, że czyni to, by dać czas wybranym do nawrócenia (por. 2Pt 3). Lecz dlaczego to tak długo trwa?
 
W odpowiedzi możemy stwierdzić, że trwa to tak długo, ponieważ Bóg postanowił, by Ewangelia dotarła do narodów przez zwiastowanie, a to z kolei wymaga czasu. Dlaczego jednak zwiastowanie? Dlaczego nie dać każdemu bezpośrednio osobistego objawienia?
 
Czy problem byłby mniejszy, gdyby dramat historii skrócić do, powiedzmy, tygodnia lub nawet do kilku minut bądź sekund? Jednak czas jest relatywny. Dzień z Panem jest jak tysiąc lat i vice versa. Ponadto, gdyby wszystko skrócić, wtedy pewnie i ludzka cierpliwość stałaby się mniejsza. Trzy sekundy cierpienia w ciągu sześciosekundowego życia też byłyby źródłem wielkiej frustracji.
 
Zdaje się więc, że rzeczywiście problem wynika z istnienia samej historii. Kiedy Bóg zdecydował się zainicjować dramat historii, miało to swoje konsekwencje.
 
Jednak istnienie historii też wiele wyjaśnia. Kiedy Bóg postanowił uczynić coś w czasie, w stworzonym świecie, a nie w kontekście wewnątrztrynitarnych relacji, to pociągnęło to za sobą istnienie różnych od Boga, a jednocześnie integralnych istot. Ponadto istoty te muszą być odpowiedzialne, by w sensowny i na swój sposób uczestniczyć w dramacie historii. Kiedy zaś zło wkroczyło na scenę, to również ono musiało istnieć w czasie, co z kolei oznaczało obecność bólu i cierpienia w ludzkim życiu.
 
I choć Bóg jest „autorem” tego dramatu, to nie znaczy, że jest też „autorem grzechu”, jest bowiem doskonale święty. Grzech i zło są częścią tajemnicy ludzkiej odpowiedzialności, jako że integralność stworzenia jest rzeczywista, a nie iluzoryczna.
 
Dlaczego Bóg lubi dramat historii? Może dlatego, że archetypem historycznych wydarzeń są wewnątrztrynitarne relacje zradzania i pochodzenia, jakie widzimy między Ojcem, Synem i Duchem. A dlaczego na scenie dramatu musiało pojawić się zło? Tego może nigdy się nie dowiemy, ale wiemy, że Bóg wykorzystuje nawet zło dla osiągnięcia tego, co dobre i chwalebne (por. Rz 9,17).
 
5. Może to, że Bóg lubi dramat historii, wiąże się z tym, że według Biblii moc Boża doskonali się w słabości. Jak słusznie zwrócił na to uwagę Paul Helm w The Providence of God (Opatrzność Boża), Bóg nie realizuje swych celów momentalnie i na siłę, choć często właśnie tak wyobrażamy sobie Jego wszechmoc. Bóg realizuje swoje cele w długim i pracowitym procesie, który obejmuje nie tylko wiele lat, ale też wiele wydarzeń, które jawią się jako Jego porażki. Bóg zwykle nie narzuca się ludziom. Bóg pracuje z ludźmi. I w końcu, Syn Boży dokonał zbawienia w przedziwny sposób poprzez swoją śmierć.
 
Tu właśnie pojawia się woda na młyn arminian. Wydaje się, że w wielu punktach historii Bóg zdany jest na pomoc człowieka. Również teologia procesu i teologia słabości Boga – przeczące wszechmocy Bożej w celu rozwiązania problemu zła – często się na to powołują (oczywiście, nie podpisuję się pod żadną z nich). Jednak fakt, że Bóg posługuje się słabymi narzędziami dla realizacji swych celów, nie znaczy, że sam Bóg jest słaby. Pismo wskazuje na coś przeciwnego – Bóg jest wielki, skoro osiąga tak wiele przy pomocy tak mizernych środków. Największe cele w historii realizowane są nie dzięki sile mięśni lub atomu, lecz dzięki temu, że większy usługuje mniejszemu (por. Mt 20).
 
Jeśli więc moc Boga „doskonali się w słabości”, to zrozumiałe jest, dlaczego stworzenie obejmuje również czas i historię. Generalnie rzecz biorąc, moc-w-słabości nie działa momentalnie. Choć oczywiście Bóg może i czasami czyni rzeczy w mgnieniu oka.
 
Dlatego też, na przykład, choć Bóg udzielił państwu władzy miecza, to jednak odmówił jej Kościołowi. Uczynił tak, by moc Kościoła przewyższała władzę państwa. Błędem jest więc sięganie przez Kościół po władzę polityczną, bo to go tylko osłabia. Co oczywiście nie znaczy, że Kościół ma stronić od polityki.
           
Artykuł ukazał się na portalu www.frame-poythress.org pt. The Mystery of Creaturely Otherness. Tłumaczył Bogumił Jarmulak. Autor jest wykładowcą w Reformed Theological Seminary w Orlando, Florida.